Otwierając oczy, widziała przepiękne zdobienia w barwach Gryffindoru. Jej myśli wciąż krążyły wokół nieprzytomnego Rona. Och, dlaczego czuła się winna? Dlaczego wręcz miała wrażenie, że to wyłącznie jej wina? Znów to nieprzyjemne uczucie w żołądku, czuła jak ją ściska poczucie winy. Postanowiła się podnieść, by odbyć swoją poranną rutynę jak najszybciej i czym prędzej być przy Ronie. ** Draco wyszedł z łazienki mokry z ręcznikiem na biodrach. Twarz wycierał w czystą lazurową koszulkę. - Toś się popisał! – warknęła Pansy. Malfoy przestraszony, wzdrygnął się. Wzrokiem szukał swojego oskarżyciela. Dostrzegł Ślizgonkę siedzącą na jego łóżku z założonymi rękami na klatce piersiowej. - O co ci chodzi? – warknął otwierając szafę. - Aż tak musiałeś pokazać, że miałeś racje? – rzuciła w niego poduszką. - Zamknąć się! – z pod kołdry wyczołgał się zaspany Zabini – Ja tu śpię. –oświadczył ziewając. - To wstawaj! – ofuknęła go dziewczyna, rzucając w niego poduszką. - To wszystko przez ciebie! – zwróciła się w stronę Malfoy'a – Sam to wszystko posprzątasz! - No właśnie, Smoczku.. – zaśmiał się Blaise, siadając i pocierając zaspane oczy. – Co w ciebie wstąpiło? – uniósł brwi w górę z ciekawości. - Czyżby zdenerwował cię fakt, że Weasley znalazł się tak blisko Hermiony?- wyszczerzył się Diabeł. - Przepraszam, kogo? – chrząknęła dziewczyna. - Oj dajcie spokój.. Wojna się skończyła.. Nie ma już stron ta czy tamta. – usprawiedliwił się Ślizgon. - Właśnie, może dlatego ci tak nerwy puściły? – zauważyła Pansy – Dopóki nie było Rudego i jego łap na jej biodrach to panowałeś nad sobą. – dedukowała dalej. - Jesteście nie normalni! – Draco trzasnął drzwiami szafy. – To szlama! – z ubraniami na ramieniu zniknął w łazience. - Jak nic o to chodziło! – zaśmiał się Blaise, spadając przy tym z łóżka. - Co za kretyn. – prychnęła. – Moim kosztem! – krzyknęła w stronę łazienki. - Jak twoim? – zmarszczył brwi Zabini. - A kto z nim ma tam sprzątać?! – ofuknęła go wychodząc. ** Spojrzała w swoje odbicie i sama siebie przestraszyła, przez nieprzespaną noc pod oczami miała ciemne cienie. Martwiła się tak bardzo, że jej cera wręcz poszarzała, mimo makijażu wciąż na jej twarzy był wypisany smutek i strach. Weszła do Pokoju Wspólnego i zmierzyła do Ginny, która była wygodnie rozłożona, czytając książkę na bordowo złotym fotelu. Granger stanęła przed nią, Ruda zamknęła tom i uniosła wzrok mimo, że nie miała zamiaru okazać żadnych skrajnych emocji, jednak na widok zmęczonej przyjaciółki jej usta same się wykrzywiły. - Jak się czujesz?- zapytała zmartwiona. - A jak wyglądam? – wskazała na swój wymięty strój i grymas na twarzy. - Rozumiem. – podniosła się i potarła jej ramię na znak współczucia. - Chodźmy, chcę być tam pierwsza. – westchnęła na samą myśl o poturbowanym Ronie. ** Blondyn pędził przez korytarz, był sporo już spóźniony na śniadanie. Gdy uniósł wzrok, naprzeciwko siebie zboczył opiekunkę Gryffindoru, nie miał zamiaru słuchać kazania najsztywniejszej baby na świecie. Jej usta rozchylały się więc Draco odwrócił się na pięcie. - Panie Malfoy! – uniosła się oburzona jego zachowaniem. - Słucham? – westchnął ciężko. - Chciałabym z Panem porozmawiać. –orzekła. - Śpieszę się na śniadanie. – wskazał dłonią na długi korytarz za nią. - Czyżby? – uniosła wymownie brew. ** Stanęła jak wryta, gdy ujrzała łóżko Rona obsypane prezentami, a przy samym Gryfonie czule pochyloną Brown. Mimowolnie jej pięści zaczęły się zaciskać, a na policzki wpłynęły krwawe rumieńce zazdrości. Czy to są jakieś żarty?! Czy do Lavender nie dotarło, że ona i Ron są razem?! Zresztą czy ostatnio nie robiła maślanych oczu do jakiegoś Ślizgona? - Miona – Gin przywołała ją gestem ręki. Nabrała jak najwięcej powietrza do płuc aby nie wybuchnąć, powoli zbliżyła się do łóżka. Ujrzała ten bolący ją widok. Ron był bardzo blady z pękniętą wargą i brwią. Do nastolatków podeszła pani Pomfrey, w ręku trzymała plastry. Hermiona chciała zapytać o stan zdrowia Rudego, ale ktoś ją ubiegł: - Proszę pani co z nim?! Będzie żył? – zapytała pełna troski Lav. - Spokojnie. – uśmiechnęła się ciepło. – To kilka niegroźnych zadrapań. Już niedługo się obudzi. – przykleiła ostatni plaster i potarła ramię blondynki aby dodać jej otuchy. Na widok tej sceny w Hermi aż się gotowało. Co to ma być? Lavender przekroczyła dziś wszelką dozę dobrego smaku! Granger ruszyła w stronę blondynki, chcąc dać jej nauczkę, gdy powstrzymała ją drobna ręka Gin. Brunetka zaczęła ciężko oddychać, chcąc nie chcąc spojrzała na Rudą. Jej wzrok przejrzał jej zamiary na wskroś. - Spokojnie.. – szepnęła Ginny. Emocje natychmiast opadły, gdy powieki Rona drgnęły ,a po chwili podniosły się. - Co się stało? – syknął, gdy poczuł pulsujący ból, złapał się za głowę. - Mal.. – chciała wyjaśnić Miona, ale znów przerwała jej Brown. - Nie ważne, już wszystko dobrze. – Lav odgarnęła kilka niesfornych kosmyków z oczu Rona i czule wpatrywała się w jego zielone oczy. - Lav? – zamruczał na widok gęstych blond włosów. - Tak, tak jestem tu. – ścisnęła jego dłoń. Gin spojrzała na Mionę i wiedziała, że nie jest zła. Widziała w jej oczach ból, smutek nawet żal, ale po złości już nic nie pozostało. Oczy Hermiony zalały się łzami, to był jeden z najboleśniejszych momentów jej życia. Wybiegła ze Skrzydła, miała dość tej sceny, czuła się upokorzona. Gdy miała nadzieję, że to ostatnie łzy pojawiła się nowa fala. Obraz był rozmazany, a ona sama pędziła jak najszybciej jak najdalej. Ni stąd ni zowąd wpadła na dobrze zbudowanego blondyna. Zachwiała się i całym ciężarem upadła na zimną posadzkę. - Granger? –Malfoy jak na nieprzeciętnie inteligentnego, pytanie zadawał dość debline. – Co się stało? – kucnął, gdy ujrzał jej spuchnięte, czerwone oczy. - Nic. – wychlipała i szybkim ruchem otarła łzy. - No chyba jednak coś. – zauważył wskazując na jej mokrą szatę. - A co cię to tak obchodzi?! – krzyknęła – Zaraz i tak mnie zwyzywasz! Wszyscy jesteście tacy sami! – wylała z siebie całą gorycz, którą tak naprawdę czuła z powodu Rona, ale to Draco napatoczył się pierwszy i zebrał cęgi. Zaczęła zbierać z podłogi rozsypane rzeczy z torby. Nie miała odwagi znów spojrzeć mu w oczy. Mimo to on się nie ruszał. Wciąż kucał, a w palcach obracał pióro Hermiony. Ciekawość wygrała, uniosła swe poczerwieniałe oczy i spojrzała na blondyna. Z jego twarzy nie dało się nic wyczytać. Przywołała się do porządku. Zebrała ostatnie rzeczy, otarła nowe łzy i wstała. Malfoy również się podniósł. Wpatrywał się w nią zimnym spojrzeniem, tak naprawdę nikt nie wiedział co myśli, czy czuje. - Mogę? – zapytała łamliwym głosem, czym prędzej przegryzła wargę, aby znów się nie rozpłakać. Jej drżąca dłoń wskazała na pióro, którym Smok nieustannie się bawił. Poczuła piekący ból. Szybko przeleciała językiem po dolnej wardze, w ustach momentalnie poczuła metaliczny smak krwi. Nim się obejrzała zimne palce Draco starły krople krwi z ust. Odskoczyła w jednej chwili, nie mogła uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło. Czy on ją dotknął? Czy się nie brzydzi? Musiała spojrzeć w te szare oczy, chciała z nich odczytać jak najwięcej się da. Wpatrywała się coraz głębiej, ale czuła i widziała to zimno bijące od Księcia lodu. Założyła kosmyk niesfornych loków za ucho i jakby wtedy dostrzegła drgnięcie kącika jego ust. Nie, to nie możliwe, czyżby jej wybujała fantazja drwiła z niej, ale czy można nazwać drgnięcie kącika ust szaloną fantazją? Przerzuciła wzrok na palce, te blade, smukłe, zimne palce. Ach, ile by dała by znów uraczyły swym zimnym dotykiem jej gorącą skórę. Jak ma odczytać to spojrzenie? Musi uciekać! Tak, tak jak najszybciej. - Mogę? – powtórzyła zerkając na pióro i palce splamione jej krwią. - Proszę .- ujął jej dłoń, po ciele przebiegł przyjemny dreszcz. Te dłonie! Nie wiedziała, że można się do tego stopnia delektować dotykiem. Och, chwilo trwaj! Musnął ją piórkiem, a następnie delikatnie ułożył na jej rozpalonej dłoni. Zamknął jej dłoń. Znów uniosła wzrok, by odczytać cokolwiek z jego szarych oczu, lecz ponownie się zawiodła. Czy on ma jakiekolwiek uczucia? Czy w jego naturze jest coś takiego jak komunikacja niewerbalna? Ileż pytań mogła sobie zadać o jego uczucia.. Ileż odpowiedzi mogła snuć na ich temat. Chciał jej zadać pytanie, ale coś go powstrzymywało.. Tak, to te duże brązowe oczy, które z zacięciem rozszyfrowywały jego spojrzenie. Te oczy, ciepłe i spokojne. Choć teraz poruszone. <Rusz się, idioto!> Coś w jego umyśle uparcie powtarzało to zdanie. Nie może, nie chce, nie widzi sensu w ruszaniu się. Czas zatrzymał się. Zatrzymał się tylko dla niech, dla tej zapłakanej Gryfonki i dla tego niewzruszonego Ślizgona na tym zimnym, ciemnym korytarzu. ** - Lavender, nie masz przypadkiem jakiś zajęć? – wtrąciła Gin, lustrując ją chłodnym spojrzeniem. - Nie, mogę tu zostać. – rzuciła w stronę Gryfonki, lecz wciąż czule wpatrując się w Rona. - Hermiona nie przyszła? – Rudy oderwał wzrok od blondynki i rozglądnął się po Sali. – Myślałem, że chociaż na chwilę się pofatyguje. – żachnął urażony. - Lav, wyjdź. – głos Ginny stał się stanowczy. - Nie. – swoje zakochane spojrzenie zanurzyła w oczach Gryfona. - Do jasnej cholery, wyłaź! – pisnęła na tyle głośno, że szklanka na stoliku niebezpiecznie zadrżała. Lavender spojrzała na nią z wyrzutem, następnie ponownie spojrzała z największą sympatią na Rona i swą dłonią zmierzwiła jego puszyste włosy. Wyglądali jakby świata poza sobą nie widzieli, - Wpadnę później. – puściła mu oczko. Wychodząc, zadarła wysoko głowę i obrzuciła Weasley gardzącym spojrzeniem. Ronald odprowadził ją wzrokiem, gdy zniknęła za drzwiami, rzucił w stronę siostry: - Mogłaby choć na chwilę oderwać się od książek. Ginny miała ochotę eksplodować! To, jaką wiązankę epitetów chciała obrzucić brata, nie mieściło się w głowie. - Żartujesz? – syknęła z założonymi rękami. - Jak zawsze dla niej tylko nauka jest ważna. Nigdy się mną nie przejmuje! – syknął odwracając głowę w drugą stronę. Ruda westchnęła głęboko. <Nie, to nic nie dał.> - stwierdziła nerwowo. Podeszła do pobliskiego łóżka, na którym nikogo nie było i pożyczyła poduszkę. Stanęła obok brata i z największą siłą, i zamachem zaczęła go okładać: - Ty baranie! - krzyknęła, nie zwracając uwagi na pacjentów. - Zostaw mnie! – Rudy starał się odeprzeć atak rękoma. - Jak można być takim kretynem! – wkładała coraz więcej siły w swoje ciosy. - Pomocy! – wrzeszczał zdesperowany Weasley. - Zatłukę cię! - Panno Weasley! – krzyknęła od progu pielęgniarka. – Proszę odłożyć tę poduszkę! - biegła w stronę rodzeństwa. - Należy mu się! – oddała ostatni cios. - Dość tego! – pani Pomfrey wyszarpnęła poduszkę Ginny. – Na dziś dość odwiedzin. – wskazła dłonią wymownie na drzwi. - I dobrze! – Ruda poprawiła potargane włosy. – Ty ośle! – rzuciła po raz ostatni i wyszła. ** Jak zapomnieć o tych oczach? Jak zapomnieć o tych włosach? Jak zapomnieć o tej delikatnej skórze, która pachnie jak poranek? Wzrok miał wbity w pergamin, prawie tak nieskazitelny jak jej cera. Zacisnął mocniej pióro, znów dotknąć jej gorącej dłoni! Jak można się tak męczyć, to takie frustrujące. - Panie Malfoy, czy zechce pan odpowiedzieć na pytanie? – nad jego ławką zawisła nauczycielka. Blaise szturchnął blondyna. Zdezorientowany chłopak uniósł swe stalowe oczy i z irytacją wpatrywał się w jej gromiące spojrzenie. Na jego usta wpełzł sarkastyczny uśmiech, oparł się wygodnie o oparcie krzesła i bez mrugnięcia okiem wyrecytował oczekiwaną przez profesor odpowiedź. - 10 punktów dla Slytherinu. – wręcz warknęła w stronę klasy. Zabini oparł policzek na dłoni i wbił swoje ciemne oczy w przyjaciela, który jak nigdy był myślami w innym miejscu. - Co jest? – zmarszczył brwi i przymrużył oczy, chcąc wyciągnąć ze Smoka prawdę. Ślizgon wyprostował się i rzucił mu nic nie znaczące spojrzenie. Następnie porwał w dłoń pióro i notował, aby już nie zadawano mu żadnych pytań. ** - Nie widziałeś Miony? – zapytała Ruda, przemierzając ze swym towarzyszem korytarz. - Nie, nie ma jej u Rona? – Harry uniósł brew. - Nawet o nim nie wspominaj! – syknęła - Coś się stało? – Potter delikatnie nachylił się do twarzy dziewczyny. Weasley rzuciła mu spojrzenie w stylu „nie drąż tematu” i przyśpieszyła. ** O tak, to chyba jedno z najlepszych miejsc w Hogwarcie. Błonia, które tak pięknie potrafią się zmieniać. Dziś zagościły na nich ciepłe promienie, które w idealny sposób podkreślały ich złotą barwę. Hermi zaszyła się pomiędzy dwoma drzewami, swoje spojrzenie wbiła w gładką taflę wody przed nią. Z jednego drzewa spadł liść, który zaburzył harmonijny spokój stawu. Potrząsnęła głową i mocniej wbiła swe plecy w korę, przypominając sobie ostatnie zdarzenie, miała ochotę się w nią wtopić. Przycisnęła mocno torbę do swojej klatki i spuściła wzrok. Zacisnęła usta w linie, aby powstrzymać palące łzy. Usłyszała głębokie westchnięcie i otarcie o korę. Uniosła gwałtownie głowę, a jej źrenice rozszerzyły się dwukrotnie. Rozejrzała się dookoła, nikogo nie dostrzegła. Głośno przełknęła ślinę ze strachu i z wahaniem, że ktoś nad nią stoi podniosła głowę. I tam nikogo nie dostrzegła. Odstawiła torbę i jak najciszej wstała. Znów się rozejrzała. Oparła dłonie o drzewo i przesunęła się w lewą stronę, aby zobaczyć czy kogoś nie ma po drugiej stronie. Tak, właśnie stamtąd słyszała ten dźwięk. Ujrzała Draco, siedział oparty o konar, a głowę miał uniesioną do góry,jednak oczy zamknięte. Stała tak jak wmurowana. Wpatrywała swe duże oczy w jego potargane blond włosy, bladą cerę i idealnie wyrysowane usta. Wciągnęła gwałtownie powietrze, szybko przyłożyła dłoń do ust. Otworzył swe szare, smutne oczy, spojrzenie wbił w zmartwioną twarz Gryfonki. - Granger, nie gap się tak. – znów zamknął oczy. Hermi odskoczyła na lodowaty ton głosu blondyna. Znów otworzył oczy, ale tym razem nie było w niech smutku, a raczej ulga. Czy to możliwe, że jej widok zepchnął smutek, a zrobił miejsce uldze?
piątek, 27 marca 2015
ROZDZIAŁ 2
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mam wrażenie, że pisałaś ten rozdział w kratkę... Jeden akapit bardzo fajny, z kolejnym już gorzej. Scena w dormitorium Ślizgonów - super, ta z Draco, Hermioną i krwią już słabiej i tak raz na szczyt, raz depresja :) Początki zawsze są trudne i doskonale to rozumiem, ale mam dwie rady, które mogą troszkę pomóc:
OdpowiedzUsuń- Dużo myśl o tym co chcesz napisać. Ja kładąc się wieczorem, staram się zawsze dać mojej wyobraźni chociaż 5 minut na dokładne zobaczenie tego co chcę napisać. Podobnie mam, gdy robię coś okropnie nudnego - np. zmywam (albo częściej z lenistwa wkładam naczynia do zmywarki :)). Im dłużej będziesz myślała o scenie, którą chcesz napisać, tym lepsze pomysły wpadną Ci do głowy, a dialogi będą fajne i spójne.
- Radzę poszukać bety - dobrej bety, która przedyskutuje z tobą twój pomysł, pomoże w wykluczeniu literówek i pomoże w lepszym dobrze słów.
Pozdrawiam i zapowiadam się na kolejny piątek/sobotę :)
V.
Świetny pomysł z tym wyobrażeniem sobie. Muszę koniecznie spróbować, dziękuję za konstruktywną krytykę ;)
Usuń