piątek, 27 marca 2015

ROZDZIAŁ 2

Otwierając oczy, widziała przepiękne zdobienia w barwach Gryffindoru.
Jej myśli wciąż krążyły wokół nieprzytomnego Rona. Och, dlaczego
czuła się winna? Dlaczego wręcz miała wrażenie, że to wyłącznie jej
wina?
Znów to nieprzyjemne uczucie w żołądku, czuła jak ją ściska poczucie
winy. Postanowiła się podnieść, by odbyć swoją poranną rutynę jak
najszybciej i czym prędzej być przy Ronie. 

**
 Draco wyszedł z łazienki mokry z ręcznikiem na biodrach. Twarz
 wycierał w czystą lazurową koszulkę. 
- Toś się popisał! – warknęła Pansy. Malfoy przestraszony,
wzdrygnął się. Wzrokiem szukał swojego oskarżyciela. Dostrzegł
Ślizgonkę siedzącą na jego łóżku z założonymi rękami na klatce
piersiowej. 
- O co ci chodzi? – warknął otwierając szafę.
- Aż tak musiałeś pokazać, że miałeś racje? – rzuciła w niego
poduszką. 
- Zamknąć się! – z pod kołdry wyczołgał się zaspany Zabini – Ja
tu śpię. –oświadczył ziewając.
- To wstawaj! – ofuknęła go dziewczyna, rzucając w niego poduszką. 
- To wszystko przez ciebie! – zwróciła się w stronę Malfoy'a – Sam
to wszystko posprzątasz! 
- No właśnie, Smoczku.. – zaśmiał się Blaise, siadając i
pocierając zaspane oczy. – Co w ciebie wstąpiło? – uniósł brwi w
górę z ciekawości.
- Czyżby zdenerwował cię fakt, że Weasley znalazł się tak blisko
Hermiony?- wyszczerzył się Diabeł.
- Przepraszam, kogo? – chrząknęła dziewczyna.
- Oj dajcie spokój.. Wojna się skończyła.. Nie ma już stron ta czy
tamta. – usprawiedliwił się Ślizgon.
- Właśnie, może dlatego ci tak nerwy puściły? – zauważyła Pansy
– Dopóki nie było Rudego i jego łap na jej biodrach to panowałeś nad
sobą. – dedukowała dalej.
- Jesteście nie normalni! – Draco trzasnął drzwiami szafy. – To
szlama! – z ubraniami na ramieniu zniknął w łazience. 
- Jak nic o to chodziło! – zaśmiał się Blaise, spadając przy tym z
łóżka.
- Co za kretyn. – prychnęła. – Moim kosztem! – krzyknęła w
stronę łazienki.
- Jak twoim? – zmarszczył brwi Zabini.
- A kto z nim ma tam sprzątać?! – ofuknęła go wychodząc.

**
Spojrzała w swoje odbicie i sama siebie przestraszyła, przez
nieprzespaną noc pod oczami miała ciemne cienie. Martwiła się tak
bardzo, że jej cera wręcz poszarzała, mimo makijażu wciąż na jej
twarzy był wypisany smutek i strach. 
 Weszła do Pokoju Wspólnego i zmierzyła do Ginny, która była wygodnie
 rozłożona, czytając książkę  na bordowo złotym fotelu.  Granger
 stanęła przed nią, Ruda zamknęła tom i uniosła wzrok mimo, że nie
 miała zamiaru okazać żadnych skrajnych emocji, jednak na widok
 zmęczonej przyjaciółki jej usta same się wykrzywiły.
- Jak się czujesz?- zapytała zmartwiona.
- A jak wyglądam? – wskazała na swój wymięty strój i grymas na
twarzy.
- Rozumiem. – podniosła się i potarła jej ramię na znak
współczucia.
- Chodźmy, chcę być tam pierwsza. – westchnęła na samą myśl o
poturbowanym Ronie.

**

 Blondyn pędził przez korytarz, był sporo już spóźniony na
 śniadanie.
Gdy uniósł wzrok, naprzeciwko siebie zboczył opiekunkę Gryffindoru, nie
miał zamiaru słuchać kazania najsztywniejszej baby na świecie. Jej usta
rozchylały się więc Draco odwrócił się na pięcie.
- Panie Malfoy! – uniosła się oburzona jego zachowaniem.
- Słucham? – westchnął ciężko.
- Chciałabym z Panem porozmawiać. –orzekła.
- Śpieszę się na śniadanie. – wskazał dłonią na długi korytarz za
nią.
- Czyżby? – uniosła wymownie brew. 

**

 Stanęła jak wryta, gdy ujrzała łóżko Rona obsypane prezentami, a
 przy samym Gryfonie czule pochyloną Brown.
Mimowolnie jej pięści zaczęły się zaciskać, a na policzki wpłynęły
krwawe rumieńce zazdrości. Czy to są jakieś żarty?! Czy do Lavender
nie dotarło, że ona i Ron są razem?! Zresztą czy ostatnio nie robiła
maślanych oczu do jakiegoś Ślizgona? 
- Miona – Gin przywołała ją gestem ręki. 
Nabrała jak najwięcej powietrza do płuc aby nie wybuchnąć, powoli
zbliżyła się do łóżka.  Ujrzała ten bolący ją widok. Ron był
bardzo blady z pękniętą wargą i brwią. Do nastolatków podeszła pani
Pomfrey, w ręku trzymała plastry. Hermiona chciała zapytać o stan
zdrowia Rudego, ale ktoś ją ubiegł:
- Proszę pani co z nim?! Będzie żył? – zapytała pełna troski Lav.
- Spokojnie. – uśmiechnęła się ciepło. – To kilka niegroźnych
zadrapań. Już niedługo się obudzi. – przykleiła ostatni plaster i
potarła ramię blondynki aby dodać jej otuchy.
 Na widok tej sceny w Hermi aż się gotowało. Co to ma być? Lavender
 przekroczyła dziś wszelką dozę dobrego smaku! Granger ruszyła w
 stronę blondynki, chcąc dać jej nauczkę, gdy powstrzymała ją drobna
 ręka Gin. Brunetka zaczęła ciężko oddychać, chcąc nie chcąc
 spojrzała na Rudą.  Jej wzrok przejrzał jej zamiary na wskroś.   
- Spokojnie.. – szepnęła Ginny. 
Emocje natychmiast opadły, gdy powieki Rona drgnęły ,a po chwili
podniosły się.
- Co się stało? – syknął, gdy poczuł pulsujący ból, złapał się
za głowę. 
- Mal.. – chciała wyjaśnić Miona, ale znów przerwała jej Brown.
- Nie ważne, już wszystko dobrze. – Lav odgarnęła kilka niesfornych
kosmyków z oczu Rona i czule wpatrywała się w jego zielone oczy. 
- Lav? – zamruczał na widok gęstych blond włosów.
- Tak, tak jestem tu. – ścisnęła jego dłoń. 
Gin spojrzała na Mionę i wiedziała, że nie jest zła. Widziała w jej
oczach ból, smutek nawet żal, ale po złości już nic nie pozostało.
Oczy Hermiony zalały się łzami, to był jeden z najboleśniejszych 
momentów jej życia. Wybiegła ze Skrzydła, miała dość tej sceny,
czuła się upokorzona. Gdy miała nadzieję, że to ostatnie łzy
pojawiła się nowa fala. Obraz był rozmazany, a ona sama pędziła jak
najszybciej jak najdalej. Ni stąd ni zowąd  wpadła na dobrze zbudowanego
blondyna. Zachwiała się i całym ciężarem upadła na zimną posadzkę.
- Granger? –Malfoy jak na nieprzeciętnie inteligentnego, pytanie
zadawał dość debline. – Co się stało? – kucnął, gdy ujrzał jej
spuchnięte, czerwone oczy.
- Nic. – wychlipała i szybkim ruchem otarła łzy.
- No chyba jednak coś. – zauważył wskazując na jej mokrą szatę.
- A co cię to tak obchodzi?! – krzyknęła – Zaraz i tak mnie
zwyzywasz! Wszyscy jesteście tacy sami! – wylała z siebie całą
gorycz, którą tak naprawdę czuła z powodu Rona, ale to Draco
napatoczył się pierwszy i zebrał cęgi.
Zaczęła zbierać z podłogi rozsypane rzeczy z torby. Nie miała odwagi
znów spojrzeć mu w oczy. Mimo to on się nie ruszał. Wciąż kucał, a w
palcach obracał pióro Hermiony. Ciekawość wygrała, uniosła swe
poczerwieniałe oczy i spojrzała na blondyna. Z jego twarzy nie dało się
nic wyczytać. Przywołała się do porządku. Zebrała ostatnie rzeczy,
otarła nowe łzy i wstała. 
Malfoy również się podniósł. Wpatrywał się w nią zimnym
spojrzeniem, tak naprawdę nikt nie wiedział co myśli, czy czuje. 
- Mogę? – zapytała łamliwym głosem, czym prędzej przegryzła wargę,
aby znów się nie rozpłakać. Jej drżąca dłoń wskazała na pióro,
którym Smok nieustannie się bawił. Poczuła piekący ból. Szybko
przeleciała językiem po dolnej wardze, w ustach momentalnie poczuła
metaliczny smak krwi. Nim się obejrzała zimne palce Draco starły krople
krwi z ust. Odskoczyła w jednej chwili, nie mogła uwierzyć w to, co się
właśnie wydarzyło. Czy on ją dotknął? Czy się nie brzydzi? Musiała
spojrzeć w te szare oczy, chciała z nich odczytać jak najwięcej się
da. Wpatrywała się coraz głębiej, ale czuła i widziała to zimno
bijące od Księcia lodu. Założyła kosmyk niesfornych loków za ucho i
jakby wtedy dostrzegła drgnięcie kącika jego ust. Nie, to nie możliwe,
czyżby jej wybujała fantazja drwiła z niej, ale czy można nazwać
drgnięcie kącika ust szaloną fantazją? Przerzuciła wzrok na palce, te
blade, smukłe, zimne palce. Ach, ile by dała by znów uraczyły swym
zimnym dotykiem jej gorącą skórę. Jak ma odczytać to spojrzenie? Musi
uciekać! Tak, tak jak najszybciej.
- Mogę? – powtórzyła zerkając na pióro i palce splamione jej
krwią.
- Proszę .- ujął jej dłoń, po ciele przebiegł przyjemny dreszcz. Te
dłonie! Nie wiedziała, że można się do tego stopnia delektować
dotykiem. Och, chwilo trwaj! Musnął ją piórkiem, a następnie
delikatnie ułożył na jej rozpalonej dłoni. Zamknął jej dłoń.
Znów uniosła wzrok, by odczytać cokolwiek z jego szarych oczu, lecz
ponownie się zawiodła. Czy on ma jakiekolwiek uczucia? Czy w jego naturze
jest coś takiego jak komunikacja niewerbalna? Ileż pytań mogła sobie
zadać o jego uczucia.. Ileż odpowiedzi mogła snuć na ich temat. 
Chciał jej zadać pytanie, ale coś go powstrzymywało.. Tak, to te duże
brązowe oczy, które z zacięciem rozszyfrowywały jego spojrzenie. Te
oczy, ciepłe i spokojne. Choć teraz poruszone. <Rusz się, idioto!> 
Coś w jego umyśle uparcie powtarzało to zdanie. Nie może, nie chce, nie
widzi sensu w ruszaniu się. Czas zatrzymał się. Zatrzymał się tylko
dla niech, dla tej zapłakanej Gryfonki i dla tego niewzruszonego Ślizgona
na tym zimnym, ciemnym korytarzu.

**
- Lavender, nie masz przypadkiem jakiś zajęć? – wtrąciła Gin,
lustrując ją chłodnym spojrzeniem.
- Nie, mogę tu zostać. – rzuciła w stronę Gryfonki, lecz wciąż
czule wpatrując się w Rona.
- Hermiona nie przyszła? – Rudy oderwał wzrok od blondynki i
rozglądnął się po Sali. – Myślałem, że chociaż na chwilę się
pofatyguje. – żachnął urażony.
- Lav, wyjdź. – głos Ginny stał się stanowczy.
- Nie. – swoje zakochane spojrzenie zanurzyła w oczach Gryfona. 
- Do jasnej cholery, wyłaź! – pisnęła na tyle głośno, że szklanka
na stoliku niebezpiecznie zadrżała. 
Lavender spojrzała na nią z wyrzutem, następnie ponownie spojrzała z
największą sympatią na Rona i swą dłonią zmierzwiła jego puszyste
włosy. Wyglądali jakby świata poza sobą nie widzieli, 
- Wpadnę później. – puściła mu oczko. 
Wychodząc, zadarła wysoko głowę i obrzuciła Weasley gardzącym
spojrzeniem. Ronald odprowadził ją wzrokiem, gdy zniknęła za drzwiami,
rzucił w stronę siostry:
- Mogłaby choć na chwilę oderwać się od książek.
Ginny miała ochotę eksplodować! To, jaką wiązankę epitetów chciała
obrzucić brata, nie mieściło się w głowie.
- Żartujesz? – syknęła z założonymi rękami.
- Jak zawsze dla niej tylko nauka jest ważna. Nigdy się mną nie
przejmuje! – syknął odwracając głowę w drugą stronę. 
Ruda westchnęła głęboko. <Nie, to nic nie dał.> - stwierdziła
nerwowo. Podeszła do pobliskiego łóżka, na którym nikogo nie było i
pożyczyła poduszkę. Stanęła obok brata i z największą siłą, i
zamachem zaczęła go okładać:
- Ty baranie! -  krzyknęła, nie zwracając uwagi na pacjentów. 
- Zostaw mnie! – Rudy starał się odeprzeć atak rękoma. 
- Jak można być takim kretynem! – wkładała coraz więcej siły w
swoje ciosy.
- Pomocy! – wrzeszczał zdesperowany Weasley.
- Zatłukę cię!
- Panno Weasley! – krzyknęła od progu pielęgniarka. – Proszę
odłożyć tę poduszkę!   - biegła w stronę rodzeństwa. 
- Należy mu się! – oddała ostatni cios. 
- Dość tego! – pani Pomfrey wyszarpnęła poduszkę Ginny. – Na dziś
dość odwiedzin. – wskazła dłonią wymownie na drzwi.
- I dobrze! – Ruda poprawiła potargane włosy. – Ty ośle! –
rzuciła po raz ostatni i wyszła. 

**

Jak zapomnieć o tych oczach? Jak zapomnieć o tych włosach? Jak
zapomnieć o tej delikatnej skórze, która pachnie jak poranek? Wzrok
miał wbity w pergamin, prawie tak nieskazitelny jak jej cera. Zacisnął
mocniej pióro, znów dotknąć jej gorącej dłoni! Jak można się tak
męczyć, to takie frustrujące.
- Panie Malfoy, czy zechce pan odpowiedzieć na pytanie? – nad jego
ławką zawisła nauczycielka. Blaise szturchnął blondyna.
Zdezorientowany chłopak uniósł swe stalowe oczy i z irytacją wpatrywał
się w jej gromiące spojrzenie. Na jego usta wpełzł sarkastyczny
uśmiech, oparł się wygodnie o oparcie krzesła i bez mrugnięcia okiem
wyrecytował oczekiwaną przez profesor odpowiedź.
- 10 punktów dla Slytherinu. – wręcz warknęła w stronę klasy.
Zabini oparł policzek na dłoni i wbił swoje ciemne oczy w przyjaciela,
który jak nigdy był myślami w innym miejscu.
- Co jest? – zmarszczył brwi i przymrużył oczy, chcąc wyciągnąć ze
Smoka prawdę.
Ślizgon wyprostował się i rzucił mu nic nie znaczące spojrzenie.
Następnie porwał w dłoń pióro i notował, aby już nie zadawano mu
żadnych pytań.

**
- Nie widziałeś Miony? – zapytała Ruda, przemierzając ze swym
towarzyszem korytarz.
- Nie, nie ma jej u Rona? – Harry uniósł brew.
- Nawet o nim nie wspominaj! – syknęła
- Coś się stało? – Potter delikatnie nachylił się do twarzy
dziewczyny.
Weasley rzuciła mu spojrzenie w stylu „nie drąż tematu” i
przyśpieszyła.
**

O tak, to chyba jedno z najlepszych miejsc w Hogwarcie.  Błonia, które
tak pięknie potrafią się zmieniać. Dziś zagościły na nich ciepłe
promienie, które w idealny sposób podkreślały ich złotą barwę. Hermi
zaszyła się pomiędzy dwoma drzewami, swoje spojrzenie wbiła w gładką
taflę wody przed nią.  Z jednego drzewa spadł liść, który zaburzył
harmonijny spokój stawu. Potrząsnęła głową i mocniej wbiła swe plecy
w korę, przypominając sobie ostatnie zdarzenie, miała ochotę się w
nią wtopić. Przycisnęła mocno torbę do swojej klatki i spuściła
wzrok. Zacisnęła usta w linie, aby powstrzymać palące łzy. Usłyszała
głębokie westchnięcie i otarcie o korę. Uniosła gwałtownie głowę, a
jej źrenice rozszerzyły się dwukrotnie. Rozejrzała się dookoła,
nikogo nie dostrzegła. Głośno przełknęła ślinę ze strachu i z
wahaniem, że ktoś nad nią stoi podniosła głowę.  I tam nikogo nie
dostrzegła. Odstawiła torbę i jak najciszej wstała.   Znów się
rozejrzała. Oparła dłonie o drzewo i przesunęła się w lewą stronę,
aby zobaczyć czy kogoś nie ma po drugiej stronie. Tak, właśnie stamtąd
słyszała ten dźwięk. Ujrzała Draco, siedział oparty o konar, a
głowę miał uniesioną do góry,jednak  oczy zamknięte. Stała tak jak
wmurowana. Wpatrywała swe duże oczy w jego potargane blond włosy, bladą
cerę i idealnie wyrysowane usta. Wciągnęła gwałtownie powietrze,
szybko przyłożyła dłoń do ust. Otworzył swe szare, smutne oczy,
spojrzenie wbił w zmartwioną twarz Gryfonki.  
- Granger, nie gap się tak. – znów zamknął oczy.
Hermi odskoczyła na lodowaty ton głosu blondyna. Znów otworzył oczy,
ale tym razem nie było w niech smutku, a raczej ulga. Czy to możliwe, że
jej widok zepchnął smutek, a zrobił miejsce uldze?    

2 komentarze:

  1. Mam wrażenie, że pisałaś ten rozdział w kratkę... Jeden akapit bardzo fajny, z kolejnym już gorzej. Scena w dormitorium Ślizgonów - super, ta z Draco, Hermioną i krwią już słabiej i tak raz na szczyt, raz depresja :) Początki zawsze są trudne i doskonale to rozumiem, ale mam dwie rady, które mogą troszkę pomóc:
    - Dużo myśl o tym co chcesz napisać. Ja kładąc się wieczorem, staram się zawsze dać mojej wyobraźni chociaż 5 minut na dokładne zobaczenie tego co chcę napisać. Podobnie mam, gdy robię coś okropnie nudnego - np. zmywam (albo częściej z lenistwa wkładam naczynia do zmywarki :)). Im dłużej będziesz myślała o scenie, którą chcesz napisać, tym lepsze pomysły wpadną Ci do głowy, a dialogi będą fajne i spójne.
    - Radzę poszukać bety - dobrej bety, która przedyskutuje z tobą twój pomysł, pomoże w wykluczeniu literówek i pomoże w lepszym dobrze słów.
    Pozdrawiam i zapowiadam się na kolejny piątek/sobotę :)
    V.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny pomysł z tym wyobrażeniem sobie. Muszę koniecznie spróbować, dziękuję za konstruktywną krytykę ;)

      Usuń