czwartek, 16 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 3 cz. I


Każdy kolejny rozdział w piątek o 18.
Rozdział zawiera treści odpowiednie dla osób powyżej 18 roku życia.
______________________________________________________________


ROZDZIAŁ 3


- Było ciężko, ale jestem! – oznajmiła wesoło Lavender. – Mam dla ciebie trochę smakołyków. – wskazała na papierową torbę.
Poprawiła pościel i przycupnęła przy Ronie następnie złożyła soczysty pocałunek na jego ustach. On wplótł swą rękę w jej gęste włosy i przysunął ją bliżej nie przerywając pocałunku. Blondynka oderwała się i spojrzała z nadzieją w oczach.
- Kiedy jej powiesz?
- Lavender, nie pytaj mnie o to. Już o tym rozmawialiśmy. – starał się ją jak najdelikatniej zbyć.
- Och, ileż można! – gwałtownie wstała. Westchnęła i zamknęła oczy. Gdy je otworzyła trochę się uspokoiła. Znów usiadła obok.
- To tak boli. Gdy jej dotykasz. Gdy obdarzasz ją tym co najlepsze. – w jej oczach zabłyszczały gorzkie łzy.
Objął ją ramieniem i przytulił do swojego torsu. Nie wytrzymując napięcia zaczęła cicho łkać, mocniej wtulając się w jego koszulę.
- Kocham cię. – zaszeptała, pociągając nosem.
Złożył pocałunek na czubku jej głowy.
- Ja ciebie też. – objął ją swymi ramionami i mocniej przytulił.
**
Ginny wyszła z Zamku i bacznie rozglądała się szukając burzy loków. Dostrzegła ją. „Jak zawsze w książkach.” – zaśmiała się pod nosem.
Podeszła do jednego z licznych drzew przy którym dostrzegła Brunetkę. Stanęła u jej stóp i chrząknęła. Dziewczyna uniosła oczy.
- Oj, ty nie jesteś Hermiona. – zauważyła zaskoczona Ginny.
Avalon uśmiechnęła się delikatnie.
- To zabawne, większość osób myli mnie z tą dziewczyną. – zaśmiała się i wróciła wzrokiem do tekstu.
- Taa, zabawne.. – na twarz Rudej wróciła zaciętość.
**
Serce jej zamarło. Chłodne spojrzenie Blondyna przeszywało ją na wskroś. Jej ciało przebiegł zimny dreszcz. Czy to możliwe żeby jej ciało tak reagowało na to konkretne spojrzenie, tego konkretnego Ślizgona? Zamknęła oczy i potarła swe ramiona. Przerzuciła wzrok na jego twarz. Kostkę lewej nogi miał opartą na kolanie prawej nogi. Oczy przymrużone, ponownie spojrzał na nią spod wachlarza rzęs. „ZIEMIA DO HERMIONY” – jej podświadomość skakała z wielkim czerwonym transparentem.
Badając jego spojrzenie poczuła tą wyższość, która prześladowała ją przez wszystkie lata w Hogwarcie. Czego w sobie nienawidzą ? Może tu wcale nie chodzi o krew a o to, że nigdy nie mogli siebie nawzajem poznać ? Że już na starcie zostali skreśleni przez ludzi?! Dlaczego tak jest? Wzdrygnęła się.
- Tu jesteś! – jej nadgarstek oplotła ciepła, drobna dłoń.
Hermiona wydała z siebie piskliwy krzyk, na co Malfoy cicho zaśmiał się pod nosem.
- Och, Ginny! – złapała się za klatkę, starała się uspokoić poruszony oddech. Ruda gwałtownie pociągnęła ją do siebie i rzuciła wymowne spojrzenie Draco, spojrzała w jej duże oczy.  
- Co ty tu robisz?! – zapytała oskarżycielsko.
- Siedziałam.. Stałam.. yy.. – przeczesała nerwowo włosy.
- Idziemy! – warknęła i pociągnęła ją za sobą. – Co się z tobą dzieje? – potrząsnęła nią.
- O co ci chodzi? – wyrwała się z jej uścisku.
- Chyba za często napotykasz tego Malfoya!. – wskazała brodą na drzewo przy którym siedział chłopak.
- Ginny!
- Gdzie idziesz? – zdziwiła się gdy Gryfonka znów wróciła na wzgórze.
- Po torbę! – warknęła.
Zarzuciła ją na ramię, otrzepała szatę i z nadgarstka ściągnęła gumkę, którą związała włosy w wysoki koński ogon.
Ruda ceremonialnie uniosła ręce ku niebu. Oparła ręce o biodra i z niecierpliwością czekała. Gdy Miona była przy niej, Gin ostatni raz rzuciła groźne spojrzenie Draconowi, który nie przejął się nim zbytnio. Przerzuciła swoje spojrzenie na Gryfonkę, pociągnęła ją za sobą.
- Do szkoły! – syknęła.
- Dobrze mamusiu. – Hermiona starała się stłumić śmiech.
Ginny zmrużyła oczy i pchnęła ją przed siebie.
**
Lekcje pierwszego dnia minęły z prędkością światła. Draco siedział w Pokoju Wspólnym z obszerną księgą uważnie studiując jej tekst. Na podłokietniku przysiadła się Pansy. Nachyliła się i swoimi kruczoczarnymi włosami musnęła karty księgi. Malfoy okręcił kosmyk błyszczących włosów wokół swojego palca.
- Co zakuwasz?
- Pansy, Pansy – pokręcił głową - ja jestem na tyle mądry i inteligentny, że niczego nie muszę się uczyć, je jedynie sobie przypominam.
- Widzę, że ty się coraz skromniejszy robisz. – zaśmiała się cicho.
Podniósł wzrok i posłał jej swój szelmowskich uśmiech. Serce Pansy zaczęło się topić a przyjemne ciepło zalało jej ciało. Przeleciała palcem po jego palcach przez nadgarstek, przed ramię, ramie, szyję, policzek aż do ust. Ich oczy się spotkały.
- Masz taką chłodną skórę. – jęknęła cicho. – Sądzę, że powinieneś się trochę rozgrzać. – szepnęła mu do ucha. Rozpięła kilka guzików szaty i rozchyliła ją. Wstała i udała się w stronę męskich dormitoriów gdy znikła Malfoy zamknął księgę i ruszył za nią.
**
Granger siedziała na parapecie i sumiennie przepisywała notatki z dwóch godzinny transmutacji, na których się nie zjawiła. Po jej pokoju miotała się Ruda Gryfonka, która z impetem obrzucała Mionę swoimi oskarżeniami.
- Nie rozumiem jak możesz być tak nieodpowiedzialna! – wybuchła.
Hermi uniosła brew nie mając pojęcia skąd taka myśl wpadła do głowy tej szalonej dziewczyny. Widząc jej spojrzenie, łaskawie wyjaśniła. – Chodzi mi o Malfoya. – wyrzuciła jakby to nie było oczywiste.
Brunetka zacisnęła usta w wąską linię i zmarszczyła brwi tym razem także nie pojmując jej myśli.
- Nie za często go spotykasz? – ofuknęła ją.
Hermiona cicho się zaśmiała, ta sytuacja niezwykle ją bawiła, odłożyła pergamin i zeskoczyła z parapetu. Podeszła do Ginny i złapała ją za dłoń, pociągnęła na łóżko. Okazała swe białe zęby w szczerym uśmiechu.
- A jak ty to sobie wyobrażasz? – zaczęła łagodnie.
Ruda zmrużyła oczy i głośno wciągnęła powietrze.
- Ginny.. Gryffindor i Slytherin mają łączone zajęcia. – pogładziła jej dłoń.
- Wiem! – na jej twarzy pojawiły się czerwone wypieki złości.
- I jest spore prawdopodobieństwo, że spotkam jakiegoś Ślizgona na korytarzu. – tłumaczyła cierpliwie.
Ginny wydęła usta w grymasie.
- A to na błoniach to czysty przypadek. – obdarzyła ją ciepłym uśmiechem.
- Coś takiego! – gwałtownie zabrała swoją dłoń z jej uścisku.
- Mi się jakoś takie „przypadki” nie zdarzają! – warknęła.
Brunetka widząc zawziętość Rudej wzięła kilka głębokich oddechów, zamknęła oczy, policzyła do 10 tak wolno jak tylko potrafiła i wyciszyła swoją podświadomość, która z brakiem opanowania wrzeszczała i rzucała się w stronę Gin z ostrymi paznokciami gotowa ją rozszarpać. Gdy czuła, że emocje opadły, powoli otworzyła oczy.
- Śpisz dziś ze mną? – postanowiła zmienić temat.
- Hermiona! – Ginny wstała.
- Co mam ci powiedzieć?! – zasyczała. – Nic nie zrobiłam! – zmrużyła oczy.
- Mów co chcesz. – rzuciła cierpko otwierając przejście.
- Gdzie idziesz? – Miona czuła, że sytuacja wymyka się spod kontroli.
- Po piżamę. – w pokoju rozbrzmiał głuchy trzask.
Brunetka z ulgą opadła na łóżko. Zakryła twarz dłońmi. I głęboko wciągnęła powietrze.
**
Pansy stanęła przed idealnie wyrzeźbionym lustrem o srebrnej barwie i rozpinała szatę. Draco staną za nią i położył swoje dłonie na jej biodrach. Delikatnie pociągną za materiał, który zsunął się i odkrył jej nagie ramiona. Złożył krótki pocałunek na jednym i drugim. Przeciągnął językiem po jej rozpalonej szyi i szybko obrócił ją twarzą do siebie. Przegryzł jej gorącą wargę i znów porywiście obrócił ściągając jednym płynnym ruchem szatę wraz z bluzką. Zamruczał cicho na co Ślizgonka zamknęła oczy w oddała się jego doświadczonym dłonią. Wręcz zżerała z niej spódnicę.
- Och, kwiatuszku.. – zamruczał a kciuki wsunął pod jej czarne koronkowe majtki i przysunął ją jak najbliżej swojego krocza, ona zmysłowo otarła się pobudzając jego już pobudzone zmysły. Wziął ją na ręce i położył na łóżku. Uniósł jej stopę i zaczął całować aż do wnętrza ud, z jej ust wydobywały się słodkie jęki rozkoszy.
- Uwielbiam jak to robisz. – zamiauczała i pociągnęła go za koszulę, wbiła swoje spojrzenie w jego pełne pożądania tęczówki. Pchnęła go tak aby znalazł się pod nią, usiadła na nim okrakiem. Chwyciła za dwie przeciwległe  strony koszuli i jednym zdecydowanym ruchem zerwała ją, przeleciała opuszkami po jego umięśnionym brzuchu. Nachyliła się i zaczęła całować jego obojczyki. Zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu. Pansy schodziła w dół aż zatrzymała się na ciemnych, poszarpanych jeansach.
- Tak przynudzasz, że zaraz zrobi się z tego grecka tragedia. – dobiegł ich donośny śmiech Diabła na korytarzu.
Ślizgonka uniosła głowę i spojrzała wystraszona w oczy Dracona.
- Cholera! – zepchnął ją z siebie i rzucił szatę, bluzkę i spódnicę wepchnął pod łóżko. Zabrał się do zapinania koszuli drżącymi rękoma. – Ubieraj się! – ponaglał ją.
Pansy prędko wciągnęła na siebie szatę, nie mogą przestać chichotać patrząc na nieudolne starania Smoka z zapięciem kilkunastu guzików.
**
 Hermiona oplotła palcami kubek z gorącą czekoladą jej oczy zabłyszczały gdy do nozdrzy dotarł słodki zapach. Wygodnie się usadowiła; oparta o kolumnę łoża, opatulona w pastelowy, niebieski kocyk,  usiadła po turecku i upiła łyk tej ambrozji.
Ginny siedziała naprzeciwko niej. Miała taką ilość poduszek pod plecami jakiej nie powstydziłaby się „Księżniczka Na Ziarnku Grochu.” Znad kubka świeciły jej rozbawione spojrzenie, jednym płynnym ruchem uwolniła skrępowane w uścisku włosy.
- Dlaczego się tak cieszysz? -  zmrużyła oczy podejrzliwie Miona.
- Te piżamy są takie obciachowe! – Gin podniosła nogę wskazując na różowe pajacyki z niezliczoną ilością słodkich kokardek.
- Nie prawda są mega urocze! – Granger dzielnie broniła swojej piżamy.
Ruda roześmiała się perlistym śmiechem.
- Gdyby nas ktoś zobaczył.. – Hermiona pobladła na samą myśl o takiej sytuacji.
- To nie miałybyśmy życia.. – dokończyła.
Za oknami rozciągał się majestatyczny krajobraz, przyćmiony płaszczem nocy, złote błonie skąpane w srebrzystych promieniach księżyca zasypiały wraz z naszymi Gryfonkami.   

**
- Obrzydliwa szlama. – zasyczał a z jego spojrzenia wylewała się paląca gorycz.
Hermionę ogarnęło przerażający ból. Miała wrażenie, że jej serce przekłuwa tysiąc ostrych sopli, które paraliżują jej ciało i zmuszają ją do spojrzenia na arystokratę.
Jak w jednym człowieku może znajdować się tyle nienawiści i zła? Hermiona, znów poczuła to spojrzenie, tą pogardę, wyższość.. i tę nienawiść. Stał przed nią. Zacisnął palce prawej dłoni na jej szczęce i zmusił ją do patrzenia prosto w jego oczy. Czuje, czuje tą nieznośną wyższość i wstręt do jej osoby. Ma ochotę odwrócić głowę, uciec przed tym wzrokiem, który powoduje tyle bólu w jej sercu, ale nie może Draco zacisnął tak mocno dłoń, że Granger czuła piekący ból na policzkach. Nie chce płakać, nie ma zamiaru dać mu tej satysfakcji. Zamyka oczy, gdy to robi w jednej sekundzie odczuwa ognisty ból na policzku, upada na lodowatą posadzkę. Dzielnie wstaje, otwiera pociemniałe oczy.
- Zostaw mnie. – bohatersko wypowiada te słowa nie dając łzą szans na przebicie.
Blondyn nie zastanawiając się dłużej wymierza kolejny cios, mocniejszy z większą nienawiścią. Gryfonka uderza o stół. Leży bez sił, mija kilka sekund a ona ma wrażenie, że to wieczność. Przymrużonymi oczami dostrzega krew wokół siebie. Wstrzymuje oddech, czuje swoją przegraną, nie może się poddać, nie może ukontentować go. Słyszy ciężkie kroki odbijające się echem w ciemnym pomieszczeniu. Staje przed nią, dziewczyna zmusza się do uniesienia głowy i podparciu się na poranionych rękach, których ból ran ozwał się w tym najgorszym momencie., zmusza się do spojrzenia w jego twarz. Wzbiera w sobie resztki energii i krzyczy:
- Powinieneś zdechnąć wraz ze swoją pieprzoną rodziną! – inercyjnie opada na podłogę pozbawiona dynamizmu.
Ostatnie co zobaczyła, to różdżka mocno wbita w jej podgardle i starannie wycelowana w nią oraz oślepiające zielone światło.
**
Zerwała się z łóżka cała spocona ciężko dysząc. Ten przerażający koszmar dręczył ją od kilku nocy. Ma dość bezsennych nocny,  tego gada kradnącego każdą sekundę jej odpoczynku. W jej sercu wezbrała się czysta nienawiść połączona z paraliżującym strachem. Ile by dała aby go nigdy już nie zobaczyć.
Przeczesała mokre włosy i schowała głowę w ugięte kolana.
- To tylko sen.. – za zipała.
W ustach poczuła suszę. Rozglądnęła się dookoła, miejsce obok niej było puste, Gryfonka chwyciła za zegarek spoczywający na olchowej szafce nocnej z pięknie rzeźbionym lwem na drzwiach. Szósta trzydzieści. W  szerszej części pokoju panuje mroczna ciemność, w kominku tlił się żar, dający liche światło. Dziewczyna zeskoczyła z łóżka, na ramiona zarzuciła jedwabny szlafrok, podeszła do kolosalnego okna sięgającego od samego sufitu do jej bioder, zgrabnym ruchem odgradza bordowe, masywne kotary. Oślepiające promienie światła wdzierają się do dormitorium, Miona chowa wrażliwe wciąż oczy w dłoniach, rozsuwa palce oswajając źrenice z ciepłymi promieniami. Godzi się przyznać, że pogoda mile rozpieszcza uczniów Hogwartu. Zręcznymi palcami zawiązała zasłony złotymi ozdobnymi sznurami. Podeszła do łóżka i zasyła je w mgnieniu oka. Z poturbowanego koca Gin, który Hermi miała zamiar poskładać wypada kartka.


Nie da się z Tobą spać,
Musisz popracować nad rzucaniem się przez sen.
Widzimy się na ŚNIADANIU!
Twoja Ginny



Przez jej twarz przemknął się cień uśmiechu. Odłożyła liścik na tęgą komodę, z której wyciągnęła pierwszorzędnie poskładaną bieliznę. Z ciemno drewnianej szafy wyciągnęła swój stały zestaw: jeansy, koszulkę, obszerny biały sweter i cienki złoty pasek z dołu wzięła czarne trampki za kostkę. Zamknęła szafę, przegładziła po wyprasowanej szacie zawieszonej na jej drzwiach. Czuła jak się klei przez swój senny koszmar, wróciła do komody z której wydobyła dwa śnieżno białe  ręczniki, zmierzyła do łazienki aby czym prędzej zmyć z siebie klejący pot.

**
Na śniadaniu Draco miał wyjątkowo spory apetyt. Po mimo upominającego się głodu Blondyn posługiwał się z gracją sztućcami delektując się każdym kęsem. Czuł na sobie wzrok kilku dziewczyn, które nieprzerwanie śledziły każdy jego ruch. To dość krępujące gdy kilkanaście różnorakich tęczówek wręcz gapi się na ciebie jak na zwierzę w zoo. Ślizgon zbytnio nie przejmował się uczennicami, ponieważ w jego głowie kłębiły się szalone wspomnienia z poprzedniego wieczoru. Z jedej strony wspominając pośpieszne wkładanie ubrań (na jego idealnie wyrysowane usta wpłyną rozbawiony uśmiech) ale każdy medal ma dwie strony tak jak i ta sytuacja, gdy drzwi do dormitorium otworzyły się w ich progu stanął Diabeł z samą Bellatrix na to wspomnienie z twarzy Smoka wraz z uśmiechem odpłynęła krew. Gdy na swoim muskularnym barku poczuł czyjąś dłoń jego źrenice rozszerzyły się maksymalnie choć nie dał po sobie tego poznać, to w głębi zląkł się.    
- Mam nadzieje panie Malfoy, że wypełni pan moją prośbę. – miękko zapytała Profesor.
Gdy uniósł swe błyszczące oczy spojrzał w jej zaciętą minę i restrykcyjny wzrok pokiwał powoli głową i wrócił do śniadania.
**
Pierwszy tak istotny posiłek dnia, Hermiona sobie odpuściła. Po wczorajszej uczcie z Gin nie miała ochoty nic jeść. Dziewczyna sprawnie przechodziła przez działy obracając w dłoniach różnorakie woluminy. Jednak jej umysł nie potrafił skupić się na czytanym tekście, bardziej pochłonięty była analizowaniem pierwszych dni od rozpoczęcia nowego roku.

2 komentarze:

  1. Zaintrygowałaś mnie tym rozdziałem. Czuję, że masz ciekawy pomysł :) Czekam na nn.

    Pozdrawiam,
    Krucza Dama

    PS. Jeszcze jedno - na Twoim miejscu zmieniłabym szablon, bo przez ten aktualny tekst jest nieczytelny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, na pewno zmienię, lecz na razie mam problemy techniczne, ale rozdział wkrótce! ;)

      Usuń